dlaczego istnieje raczej coś niż nic?
Na fundamentalne pytanie: „dlaczego istnieje raczej coś niż nic?” znalazłem tylko jedną sensowną i racjonalnie uzasadnioną odpowiedź. Jedynym i wystarczającym usprawiedliwieniem istnienia bytów niekoniecznych jest istnienie Samoistnego Bytu Koniecznego, Który nie może nie istnieć. Inne odpowiedzi na to pytanie –niestety- nie istnieją.
Jeśli ktoś zna inne, równie sensowne i racjonalnie satysfakcjonujące odpowiedzi, to proszę o umieszczenie ich w komentarzach.

czy według Ciebie tym bytem samoistnym, w dodatku koniecznym, jest zbiorowa świadomość ludzka, czyli tak zwany bóg?
A co to jest zbiorowa świadomość ludzka?? Jeśłi nawet coś takiego istnieje, to na pewno nie jest to byt ani koniecnzy, ani samoistny. A na pewno jako niesamoistny i niekonieczny, nie moze być ostatecznym uzasadnieniem istnienia innych niesamoistnych i niekoniecznych bytów.
A co do wyrażenia “”tak zwany bóg”, to czemu tak zwany i czemu “bóg” z małej litery? Jeśli taki Byt - Samoistny i Konieczny istnieje, to jest na pewno Bogiem i należy Mu się szacunek … nieprawdaż??? A jeśłi przeczytasz bardzo uważnie mój post, to zobaczysz, że właśnie istnienie Ciebie i mnie, jak również innych bytów przygodnych może być ostatecznie wyjaśnione jedynie przy założeniu, że taki Byt - Samoistny i Konieczny- naprawdę istnieje. Św. Tomasz z Akwinu powiedziałby: “et quod .dicimus - DEUS”"
ten sam święty Tomasz, który uważał, że kobieta jest “rodzajem kalekiego, chybionego mężczyzny”. Tak, ten, na pewno mówimy o tym samym. Zbiorowa świadomość ludzka to zjawisko, które powstaje w wyniku nagromadzenia jednostkowych potrzeb odczuwania bytu “wyższej instancji” niż sam człowiek, do którego mógłby się ten nieszczęśnik zwrócić, który miałby wszechwładzę, wszechwiedzę i co tam jeszcze. Zbiorowa świadomość ludzka konstytuuje taki byt (w rzeczywistości jest to twór intelektualny i tylko intelektualny, ponieważ nie jest empirycznie sprawdzalny dla zwykłego człowieka. Zwykły człowieczek operuje tylko swą wiarą bądź niewiarą, ewentualnie jest zdogmatyzowany). Tak zwany bóg - ponieważ każda kultura nazywa to inaczej. Dla Greków Zeus (imię własne) to był bóg (byt, funkcja, istota). Dla katolików bóg to Bóg (tu imię własne). Używam słowa bóg w odniesieniu do domniemanego bytu, o którym piszesz, toteż rozpoczynam je małą literą. Istnienie Ciebie i mnie wyjaśnione bytem samoistnym? Nie, mój drogi. Wystarczy uważnie przeanalizować parę książek Hawkinga bądź innego autora i przyjąć zasadę antropiczną, w jakiejkolwiek jej wersji. Pozdrawiam, M.
Dla spokoju mej duszy, tutaj jeszcze raz wklejam mój tekst:
Witaj ponownie. Mniemam, że usunięcie moich tekstów z zaszczytnego działu komentarzy do Twego bloga zawdzięczam mej niecnej, ateistycznej postawie, skłaniającej mnie przede wszystkim do drążenia i dociekania tego, co dla mnie w jakiś sposób zakryte bądź niezrozumiałe. Drążenia często niewygodnego innym, pisanego słowami dźwięczącymi głośno niby upuszczony kielich do hostii. Ale ja się nie dam tak łatwo, bynajmniej

A sprzeczność między kosmologią i kreacjonizmem jest u samych podstaw. Polecam fakultet z ontologii przyrodniczej i filozofii kosmologii oraz DOKłADNE PRZESTUDIOWANIE wyników najnowszych badań. Wnioski nasuną się same.
Otóż, żyjemy jeszcze w kraju, w którym (podobno) jest dana nam wolność wyrażania myśli, poglądów i uczuć. Zatem zabieram się do dzieła. Korzystając z mego prawa przede wszystkim chciałabym zaznaczyć, że doktorat na uniwersytecie belgijskim, o którym piszesz mi w mailu, jest rzeczą, którą warto zaznaczyć publicznie. Choćby dlatego, by ludzie wiedzieli, z jakim poziomem intelektualnym autora mają do czynienia. Myślę, że ukrywanie tego faktu to źle pojęta skromność. Ba! To niemal samoumartwianie się! Nie nazywaj tego chwaleniem się. W końcu przez cały czas, kiedy tu piszesz, nie ujawniasz niemal nic o sobie - choćby skuś się na tę jedną, malutką informacyjkę, jaką jest właśnie ów belgijski doktorat. Zapytam jeszcze: cóż to za uniwersytet? Cóż to za wydział i promotorzy? Chętnie zapoznałabym się, któż to egzaminował i uczył człeka, który korespondował z moim mistrzem Hawkingiem, tak długo z nim korespondował, by napisać jego imię z rażącym błędem. Poza tym, Twa wzmianka w liście do mnie o korespondencji z Hawkingiem jest… Okołotematyczna. Nie rozmawiamy bynajmniej o teorii ostatecznej, zatem dziwię się, że o niej wzmiankujesz. To właśnie był przejaw chwalenia się i próżności z Twej strony. I to prawdziwy
Co zaś do chrześcijańskiego boga (tak, usilnie będę pisać go małą literą, ponieważ zgodne jest to z moim poglądem) - wedle Ciebie jak mniemam istnieje on obiektywnie (a cóż to do diabła jest, ten obiektywizm!? Czy obiektywizmem nazwiemy narzucanie jedynej i słusznej wersji poglądów przez kościół katolicki?) - wedle filozoficznego ujęcia OBIEKTYWNY to znaczy istniejący niezależnie od naszej woli i umysłu. Niestety, jakikolwiek bóg istnieje (jeśli istnieje) od woli i umysłu ZALEŻNIE, ponieważ jest ich TWOREM. Dodam też, że jeśli WEDLE CIEBIE istnieje on obiektywnie, ergo, istnieje on subiektywnie - wyrażasz swoje subiektywne przekonanie. Podobnie jak ileś tam milionów katolików. To wciąż jest SUBIEKTYWNE PRZEKONANIE KAŻDEJ Z TYCH JEDNOSTEK I NIGDY NIE BĘDZIE ONO OBIEKTYWNE, DOPÓKI NA ZIEMI BĘDZIE CHOCIAŻ JEDEN ATEISTA. Ale, wracając do tematu: skoro bóg jest dla Ciebie jedynym wyjaśnieniem istnienia świata, ludzi i OBIEKTYWNEJ (znowu, sic!) moralności - w takim razie świadczy to, mój drogi, o zwykłym niedouczeniu. Polecam książki z serii “plus minus nieskończoność” - to bodajże wydana za PRL (pewnie nie przeczytasz) seria Biblioteki Myśli Współczesnej, dotycząca kosmologii, genezy człowieka i tak dalej. Do tego książeczkę Desmonda Morrisa “Naga małpa” również polecam gorąco. Powinny wiele wyjaśnić nt. antropogenezy, jak również teorii wielkiego wybuchu i innych takich bzdur, które nijak nie przystają do Biblii. Co do Einsteina - jego poglądy go nie dyskredytują, podobnie jak i jego błędy w obliczeniach. Jednak święty Tomasz i jego dokonania w sprawie dyskryminacji kobiet i wpędzania ZWYKŁYCH ludzi w zakłamanie i niedouczenie są ogromne, i to, że pisał komentarze do Arystotelesa, że był doktorem kościoła, w niczym go nie usprawiedliwia. Wręcz przeciwnie, wstyd mi za to, że instytucja pretendująca do roli władcy sumień poszła drogą wytyczoną przez człowieka o tak małej moralności, zadufanego w sobie i w swych odtwórczych (!) dokonaniach. Dopiero w XVI stuleciu patriarchowie zmądrzeli. Chyba reformacja dała im popalić
Co zaś się tyczy latimerii - fakt iż jest ona endemitem jak i to “nieprzyjemne” wrażenie zawsze będą rzucać się w oczy ludziom, którzy boją się rzeczy stokroć od nich mniejszych i niegroźnych. Mnie zaś zawsze ich odruchy będą bawić
Pozdrawiam i zapraszam niebawem do przeczytania artykułu nt. problemów katolicyzmu w dzisiejszym społeczeństwie.
Gwoli wyjaśnienia: NIKT TU NICZEGO NIE usuwał!!! Proszę nie insynuować tego rodzaju rzeczy, bo to nieuczciwe.
A to co powyżej napisałaś(łeś), to doskonały przykład typowej dla antyklerykałów dogmatycznej demagogii
Bez zbędnych i dodatkowych komentarzy
DYSKUSJA Z taką zatwardziałą demagogia niemożliwa … Innymi słowy: “z betonem się nie dyskutuje”
No i gdzie jest ten rażący błąd w nazwisku Hawking’a???? bo jakoś nie mogę go znaleźć w moim (prywatnym zresztą) e-mailu. Może do Ciebie doszedł z błędem, albo insynuujesz mi taki nieistniejący błąd, dla zdyskredytowania - znane chwyty antyklerykalnego betonu
Aha, i dziękuję jeszcze za mentorski i paternalistyczny ton : “w takim razie świadczy to, mój drogi, o zwykłym niedouczeniu.” A swoją drogą, kiedy brakuje argumentów merytorycznych sięgamy po argumenty ad hominem :-), bo książki ze wzmiankowanej serii “kochana dziecinko czytałam już wtedy, gdy Ty dopiero uczyłaś się czytać … to tak, żeby pozostać na zaproponowanym przez Ciebie poziomie dyskusji …
Chociaż na tym chyba zakończę, bo rzeczywiście z demagogicznym betonem się nie dyskutuje
pa, pa
Dlaczego istnieje ‘coś’, co jest stanem wyższym energetycznie od ‘niczego’. Złamana jest tu zasada zachowania energii. Dlaczego istnieje życie skoro również jest stanem zawyżonym energetycznie od zbioru prostych atomów. Być może musi istnieć rodzaj równowagi zycieentropia. Wzrost entropii wszechświata coraz korzystniej wpływa na powstawanie życia, a życie dąży do poukładania materii. Nadmierne uporządkowanie materii z kolei wpływa na wzrost entropii (chaosu).
Absolut/Bóg (istota wszystkiego w najogólniejszym ze znaczeń) zawiera w sobie absolutnie wszystko. Absolut/Bóg zatem, by być tym czym jest, musi również nie być. Bóg jednocześnie jest i nie-jest. Dodatkową pieczęcią przybijającą taki stan rzeczy, jest jej sprzeczność z ludzkim ‘zdrowym rozsądkiem’ i rodzącym problemy, niejasności i nieporozumienia tworem, jakim jest logika. Absolut/Bóg nie daje ująć się rozumem, a najbliżej takiego pochwycenia wydaje się być to o czym napisałem i nad czym wciąż rozmyślam. Pozdrawiam serdecznie.
No cóż …. jedyną możliwą odpowiedzią jest ” NO COMMENTS” :-)Wypowiedź Twoja mówi sama za siebie
Hm, jedynym komentarzem może być “NO COMMNETS” Wypowiedź powyższa mówi za siebie.
A swoją droga skąd się biorą takie domorosłe “filozofy” ?