dlaczego istnieje raczej coś niż nic?
Na fundamentalne pytanie: „dlaczego istnieje raczej coś niż nic?” znalazłem tylko jedną sensowną i racjonalnie uzasadnioną odpowiedź. Jedynym i wystarczającym usprawiedliwieniem istnienia bytów niekoniecznych jest istnienie Samoistnego Bytu Koniecznego, Który nie może nie istnieć. Inne odpowiedzi na to pytanie –niestety- nie istnieją.
Jeśli ktoś zna inne, równie sensowne i racjonalnie satysfakcjonujące odpowiedzi, to proszę o umieszczenie ich w komentarzach.


czy według Ciebie tym bytem samoistnym, w dodatku koniecznym, jest zbiorowa świadomość ludzka, czyli tak zwany bóg?
A co to jest zbiorowa świadomość ludzka?? Jeśłi nawet coś takiego istnieje, to na pewno nie jest to byt ani koniecnzy, ani samoistny. A na pewno jako niesamoistny i niekonieczny, nie moze być ostatecznym uzasadnieniem istnienia innych niesamoistnych i niekoniecznych bytów.
A co do wyrażenia “”tak zwany bóg”, to czemu tak zwany i czemu “bóg” z małej litery? Jeśli taki Byt – Samoistny i Konieczny istnieje, to jest na pewno Bogiem i należy Mu się szacunek … nieprawdaż??? A jeśłi przeczytasz bardzo uważnie mój post, to zobaczysz, że właśnie istnienie Ciebie i mnie, jak również innych bytów przygodnych może być ostatecznie wyjaśnione jedynie przy założeniu, że taki Byt – Samoistny i Konieczny- naprawdę istnieje. Św. Tomasz z Akwinu powiedziałby: “et quod .dicimus – DEUS”"
ten sam święty Tomasz, który uważał, że kobieta jest “rodzajem kalekiego, chybionego mężczyzny”. Tak, ten, na pewno mówimy o tym samym. Zbiorowa świadomość ludzka to zjawisko, które powstaje w wyniku nagromadzenia jednostkowych potrzeb odczuwania bytu “wyższej instancji” niż sam człowiek, do którego mógłby się ten nieszczęśnik zwrócić, który miałby wszechwładzę, wszechwiedzę i co tam jeszcze. Zbiorowa świadomość ludzka konstytuuje taki byt (w rzeczywistości jest to twór intelektualny i tylko intelektualny, ponieważ nie jest empirycznie sprawdzalny dla zwykłego człowieka. Zwykły człowieczek operuje tylko swą wiarą bądź niewiarą, ewentualnie jest zdogmatyzowany). Tak zwany bóg – ponieważ każda kultura nazywa to inaczej. Dla Greków Zeus (imię własne) to był bóg (byt, funkcja, istota). Dla katolików bóg to Bóg (tu imię własne). Używam słowa bóg w odniesieniu do domniemanego bytu, o którym piszesz, toteż rozpoczynam je małą literą. Istnienie Ciebie i mnie wyjaśnione bytem samoistnym? Nie, mój drogi. Wystarczy uważnie przeanalizować parę książek Hawkinga bądź innego autora i przyjąć zasadę antropiczną, w jakiejkolwiek jej wersji. Pozdrawiam, M.
Dla spokoju mej duszy, tutaj jeszcze raz wklejam mój tekst:
Witaj ponownie. Mniemam, że usunięcie moich tekstów z zaszczytnego działu komentarzy do Twego bloga zawdzięczam mej niecnej, ateistycznej postawie, skłaniającej mnie przede wszystkim do drążenia i dociekania tego, co dla mnie w jakiś sposób zakryte bądź niezrozumiałe. Drążenia często niewygodnego innym, pisanego słowami dźwięczącymi głośno niby upuszczony kielich do hostii. Ale ja się nie dam tak łatwo, bynajmniej

A sprzeczność między kosmologią i kreacjonizmem jest u samych podstaw. Polecam fakultet z ontologii przyrodniczej i filozofii kosmologii oraz DOKłADNE PRZESTUDIOWANIE wyników najnowszych badań. Wnioski nasuną się same.
Otóż, żyjemy jeszcze w kraju, w którym (podobno) jest dana nam wolność wyrażania myśli, poglądów i uczuć. Zatem zabieram się do dzieła. Korzystając z mego prawa przede wszystkim chciałabym zaznaczyć, że doktorat na uniwersytecie belgijskim, o którym piszesz mi w mailu, jest rzeczą, którą warto zaznaczyć publicznie. Choćby dlatego, by ludzie wiedzieli, z jakim poziomem intelektualnym autora mają do czynienia. Myślę, że ukrywanie tego faktu to źle pojęta skromność. Ba! To niemal samoumartwianie się! Nie nazywaj tego chwaleniem się. W końcu przez cały czas, kiedy tu piszesz, nie ujawniasz niemal nic o sobie – choćby skuś się na tę jedną, malutką informacyjkę, jaką jest właśnie ów belgijski doktorat. Zapytam jeszcze: cóż to za uniwersytet? Cóż to za wydział i promotorzy? Chętnie zapoznałabym się, któż to egzaminował i uczył człeka, który korespondował z moim mistrzem Hawkingiem, tak długo z nim korespondował, by napisać jego imię z rażącym błędem. Poza tym, Twa wzmianka w liście do mnie o korespondencji z Hawkingiem jest… Okołotematyczna. Nie rozmawiamy bynajmniej o teorii ostatecznej, zatem dziwię się, że o niej wzmiankujesz. To właśnie był przejaw chwalenia się i próżności z Twej strony. I to prawdziwy
Co zaś do chrześcijańskiego boga (tak, usilnie będę pisać go małą literą, ponieważ zgodne jest to z moim poglądem) – wedle Ciebie jak mniemam istnieje on obiektywnie (a cóż to do diabła jest, ten obiektywizm!? Czy obiektywizmem nazwiemy narzucanie jedynej i słusznej wersji poglądów przez kościół katolicki?) – wedle filozoficznego ujęcia OBIEKTYWNY to znaczy istniejący niezależnie od naszej woli i umysłu. Niestety, jakikolwiek bóg istnieje (jeśli istnieje) od woli i umysłu ZALEŻNIE, ponieważ jest ich TWOREM. Dodam też, że jeśli WEDLE CIEBIE istnieje on obiektywnie, ergo, istnieje on subiektywnie – wyrażasz swoje subiektywne przekonanie. Podobnie jak ileś tam milionów katolików. To wciąż jest SUBIEKTYWNE PRZEKONANIE KAŻDEJ Z TYCH JEDNOSTEK I NIGDY NIE BĘDZIE ONO OBIEKTYWNE, DOPÓKI NA ZIEMI BĘDZIE CHOCIAŻ JEDEN ATEISTA. Ale, wracając do tematu: skoro bóg jest dla Ciebie jedynym wyjaśnieniem istnienia świata, ludzi i OBIEKTYWNEJ (znowu, sic!) moralności – w takim razie świadczy to, mój drogi, o zwykłym niedouczeniu. Polecam książki z serii “plus minus nieskończoność” – to bodajże wydana za PRL (pewnie nie przeczytasz) seria Biblioteki Myśli Współczesnej, dotycząca kosmologii, genezy człowieka i tak dalej. Do tego książeczkę Desmonda Morrisa “Naga małpa” również polecam gorąco. Powinny wiele wyjaśnić nt. antropogenezy, jak również teorii wielkiego wybuchu i innych takich bzdur, które nijak nie przystają do Biblii. Co do Einsteina – jego poglądy go nie dyskredytują, podobnie jak i jego błędy w obliczeniach. Jednak święty Tomasz i jego dokonania w sprawie dyskryminacji kobiet i wpędzania ZWYKŁYCH ludzi w zakłamanie i niedouczenie są ogromne, i to, że pisał komentarze do Arystotelesa, że był doktorem kościoła, w niczym go nie usprawiedliwia. Wręcz przeciwnie, wstyd mi za to, że instytucja pretendująca do roli władcy sumień poszła drogą wytyczoną przez człowieka o tak małej moralności, zadufanego w sobie i w swych odtwórczych (!) dokonaniach. Dopiero w XVI stuleciu patriarchowie zmądrzeli. Chyba reformacja dała im popalić
Co zaś się tyczy latimerii – fakt iż jest ona endemitem jak i to “nieprzyjemne” wrażenie zawsze będą rzucać się w oczy ludziom, którzy boją się rzeczy stokroć od nich mniejszych i niegroźnych. Mnie zaś zawsze ich odruchy będą bawić
Pozdrawiam i zapraszam niebawem do przeczytania artykułu nt. problemów katolicyzmu w dzisiejszym społeczeństwie.
Gwoli wyjaśnienia: NIKT TU NICZEGO NIE usuwał!!! Proszę nie insynuować tego rodzaju rzeczy, bo to nieuczciwe.
A to co powyżej napisałaś(łeś), to doskonały przykład typowej dla antyklerykałów dogmatycznej demagogii
Bez zbędnych i dodatkowych komentarzy
DYSKUSJA Z taką zatwardziałą demagogia niemożliwa … Innymi słowy: “z betonem się nie dyskutuje”
No i gdzie jest ten rażący błąd w nazwisku Hawking’a???? bo jakoś nie mogę go znaleźć w moim (prywatnym zresztą) e-mailu. Może do Ciebie doszedł z błędem, albo insynuujesz mi taki nieistniejący błąd, dla zdyskredytowania – znane chwyty antyklerykalnego betonu
Aha, i dziękuję jeszcze za mentorski i paternalistyczny ton : “w takim razie świadczy to, mój drogi, o zwykłym niedouczeniu.” A swoją drogą, kiedy brakuje argumentów merytorycznych sięgamy po argumenty ad hominem
, bo książki ze wzmiankowanej serii “kochana dziecinko czytałam już wtedy, gdy Ty dopiero uczyłaś się czytać … to tak, żeby pozostać na zaproponowanym przez Ciebie poziomie dyskusji …
Chociaż na tym chyba zakończę, bo rzeczywiście z demagogicznym betonem się nie dyskutuje
pa, pa
„Bóg urojony” to książka brytyjskiego biologa, Richarda Dawkinsa. Argumentuje on w niej, że Bóg-stworzyciel nie istnieje, a wiara w niego jest urojeniem, zdefiniowanym jako uporczywe obstawanie przy błędnym poglądzie nawet wobec zaprzeczających mu silnych dowodów. Dawkins zgadza się ze stwierdzeniem Roberta Pirsiga, że „jeżeli jedna osoba ma jakieś urojenia, nazywamy to szaleństwem. Jeżeli wiele osób cierpi na to samo urojenie, nazywamy to religią.” Richard Dawkins tak zcharakteryzował boga Jahwe ze Starego Testamentu:
„Najstarszą z trzech religii Abrahama jest judaizm, który pierwotnie był lokalnym plemiennym kultem wyjątkowo antypatycznego bóstwa cierpiącego na chorobliwą wręcz obsesję na tle restrykcji seksualnych. Ten otoczony smrodem palonego mięsa zwierząt ofiarnych Bóg był przeświadczony o własnej wyższości nad rywalizującymi z nim innymi bogami, podobnie jak o wyjątkowości wybranego przez siebie plemienia pustynnych nomadów. [...] Bóg Starego Testamentu to chyba jeden z najmniej sympatycznych bohaterów literackich: zawistny ( i dumny z tego ), małostkowy i niesprawiedliwy typ, z manią na punkcie kontrolowania innych i niezdolny do wybaczania, mściwy i żądny krwi zwolennik czystek etnicznych, mizogin, homofob i rasita, dzieciobójca o skłonnościach ludobójczych ( oraz morderca własnych dzieci przy okazji ), nieznośny megaloman, kapryśny i złośliwy tyran. Thomas Jefferson miał podobne odczucia, gdy napisał: Bóg Mojżesza to istota o strasznym charakterze – okrutna, mściwa, kapryśna i niesprawiedliwa.”
http://www.geocities.com/lhundrub.dzinpa/teksty/tradycja_gelug.html#paragraf_bogowie_polbogowie
Richard Dawkins
miejsce urodzenia: Nairobi, Kenia
data urodzenia: 1941-03-26
prawdziwe nazwisko: Clinton Richard Dawkins
stan cywilny: trzykrotnie żonaty: 1. Marian Stamp (19.08.1967 – 1984, rozwód); 2. Eve Barham (od 01.06.1984, rozwód), dziecko; 3. Lalla Ward (od 1992)
informacje za: http://www.filmweb.pl
Książka „Bóg urojony” autorstwa Richard Dawkins’a, oksfordzkiego biologa przypomina komentarze internautów zamieszczane pod artykułami o treści religijnej. Agresja, cynizm, szyderstwo, poniżanie wierzących. Tak przez 520 stron. Autor bez wątpienia zasłużył na wpis do Księgi Rekordów Guinnessa za największą ilość BZDUR na temat religii, wypowiedzianych przez uczonego w jednej książce.
Czyżby metody zaczerpnięte z Cyrku Monty Pythona stały się standardem współczesnego uniwersytetu? Jak dyskutować z kimś, kto i tak ma cię za idiotę i fanatyka, a jego główną bronią jest wyśmiewanie wszystkiego, w co wierzysz?
Jeśli Dawkins jako biolog napisałby książkę np. o owadzich odnóżach, posługując się taką samą metodologią, wykonałby naukowe samobójstwo.
To tyle na temat “autorytetu” pana Dawkins’a w sprawach religijnych. Ja kiedy chcę wiedzieć coś poważnego na temat teorii względności nie sięgam do książek kucharskich ani to horoskopów.
Dlaczego istnieje ‘coś’, co jest stanem wyższym energetycznie od ‘niczego’. Złamana jest tu zasada zachowania energii. Dlaczego istnieje życie skoro również jest stanem zawyżonym energetycznie od zbioru prostych atomów. Być może musi istnieć rodzaj równowagi zycieentropia. Wzrost entropii wszechświata coraz korzystniej wpływa na powstawanie życia, a życie dąży do poukładania materii. Nadmierne uporządkowanie materii z kolei wpływa na wzrost entropii (chaosu).
Absolut/Bóg (istota wszystkiego w najogólniejszym ze znaczeń) zawiera w sobie absolutnie wszystko. Absolut/Bóg zatem, by być tym czym jest, musi również nie być. Bóg jednocześnie jest i nie-jest. Dodatkową pieczęcią przybijającą taki stan rzeczy, jest jej sprzeczność z ludzkim ‘zdrowym rozsądkiem’ i rodzącym problemy, niejasności i nieporozumienia tworem, jakim jest logika. Absolut/Bóg nie daje ująć się rozumem, a najbliżej takiego pochwycenia wydaje się być to o czym napisałem i nad czym wciąż rozmyślam. Pozdrawiam serdecznie.
No cóż …. jedyną możliwą odpowiedzią jest ” NO COMMENTS”
Wypowiedź Twoja mówi sama za siebie
Hm, jedynym komentarzem może być “NO COMMNETS” Wypowiedź powyższa mówi za siebie.
A swoją droga skąd się biorą takie domorosłe “filozofy” ?
42.
Podejdę inaczej do sprawy: Czy może być jakiś powód istnienia wszechświata i czego tam jeszcze ludzki umysł sobie zapragnie?
Człowiek twierdzi, że istnieje czas, następstwo zdarzeń. Ok, przy tym założeniu: jeżeli czas miał początek, to istnieje jakaś Pierwsza Przyczyna Sprawcza(nie wiem, Wielki Wybuch, Bóg, i tak się nie dowiemy). Wtedy nie mogło być przyczyny tej Praprzyczyny, więc odpowiedź brzmi po prostu: nie ma przyczyny;) Jeżeli czas nie miał początku, to zdarzenia istnieją jak punkty na prostej, jest punkt X, punkt Y, ale nie ma pierwszego i ostatniego(piszę to żeby łatwiej było zrozumieć, że czas mógł nie mieć początku, w końcu proste istnieją;) ). Wtedy jednak sam czas nie może mieć siłą rzeczy powodu swojego istnienia(chociażby dla tego, że przyczyna i skutek związane są z czasem, ale też z innych powodów…). Dalej: Jeżeli jednak nie istnieje czas, albo jest naszym złudzeniem(to JEST możliwe, ale dość skomplikowane niestety;) ), to ta niezmienna rzeczywistość również istnieje ot tak, bez żadnego powodu. Oto moje nietypowe podejście do sprawy, mam nadzieję że ktoś poczuje się ustatysfakcjonowany;)
aha i email:stosur5@wp.pl lub gg 1476794 jakby ktoś miał pytania co do szczegółów albo dowód, że się mylę do przedstawienia;)
@ LordChaos ….A można prosić JAŚNIEJ?? Bo to co piszesz, nie bardzo chwytam …
no i wybacz, ale nietypowe to to nie jest … ani ???? nie za bardzo zrozumiałe
11.2.
DLACZEGO ISTNIEJE RACZEJ COŚ NIŻ NIC?
Słynne pytanie Leibniz’a należałoby sformułować w sposób bardziej precyzyjny: Dlaczego istnieje raczej Byt, niż Niebyt ( totalna nicość ) ?
Gottfried Wilhelm Leibniz nie był pierwszym filozofem, który sformułował ten problem. Odpowiedź na to pytanie pojawiła się już na długo przed Leibniz’em. Odpowiedź na nie jest zdumiewająco prosta. W jednym zdaniu można ująć ją tak: Dlatego, że Niebyt nie może stanowić ontologicznej alternatywy dla Bytu, ponieważ jest totalną nicością.
Parafrazując antycznego greckiego filozofa Parmenidesa odpowiedź można wtedy zawrzeć w dwóch zdaniach: Dlatego, że to, co istnieje[czyli Byt], to jest, a to, co nie istnieje[czyli Niebyt - totalna nicość ], tego nie ma. Byt jest, a Niebytu nie ma. I z tej to prostej przyczyny istnieje właśnie Byt zamiast Niebytu. Dlaczego Niebytu nie ma? Bo gdyby był, to byłby wtedy już jakąś formą Bytu. Być, to może tylko ontologiczny Byt, bo Niebyt z definicji nie istnieje. To takie proste.
Aby istniała alternatywa, muszą istnieć oba jej składniki, a “Niebyt”, z definicji, nie istnieje, gdyż jest totalną nicością. Istnieje natomiast idea Niebytu, tak jak istnieje idea Świętego Mikołaja, ale to nie oznacza jeszcze, że z tego powodu istnieć powinien również sam Święty Mikołaj, prawda? Idea Niebytu istnieje, ale Niebyt, opisany przez tę ideę, w rzeczywistości nie istnieje. “Niebyt”, to właśnie taki Święty Mikołaj ontologii. Wiele się o nim rozprawia, wiele mu się przypisuje. A on? A on nie istnieje!
Zatem Byt, w sposób naturalny, nie posiada ontologicznej alternatywy dla swojego istnienia. Byt jest. Byt po prostu istnieje, jako niestworzony, bez początku i bez końca tak, jak istniałby Bóg-stworzyciel. Ale Bóg-stworzyciel nie jest konieczny do tego, aby istniał ontologiczny Byt, lub Wszechświat, bo nie istnieje taka potrzeba, aby najpierw pokonać Niebyt w akcie Genezis i w ten sposób utorować drogę dla zaistnienia Bytu. Przecież nie ma potrzeby pokonywać Niebytu, który nie istnieje! Przecież nie ma potrzeby stwarzać Bytu, który zawsze istniał! Prawda jest taka, że Boga-stworzyciela nie ma i nigdy nie było. Prawda jest taka, że Ziemia nie jest płaska i nie znajduje się w centrum Wszechświata. Prawdę można ignorować, ale nie można jej spalić na stosie.
Czy takie filozoficzne rozumowanie w stylu Parmenidesa byłoby przekonujące, na przykład, dla teologów katolickich? Czy, na przykład, ks. prof. Heller mógłby je zaakceptować? Niewiarygodne, ale w swojej książce „Podglądanie Wszechświata”, ks. prof. Heller stosuje właśnie argumentację Parmenidesa! Popatrzmy:
„Dla wielu z nas będzie zapewne zaskoczeniem, że współczesne pojęcie prawa przyrody wywodzi się ze średniowiecznych sporów o Bożą wszechmoc, a więc z dyskusji ściśle teologicznej. Przypomnijmy sobie w tym miejscu nasze dziecinne dyskusje. Chyba każdy zadawał pytania: czy Pan Bóg może stworzyć kwadratowe koło? Albo: czy Pan Bóg może stworzyć kamień tak ciężki, że nie mógłby go podnieść? Przypomnijmy sobie także odpowiedź katechety, gdyśmy takie pytania stawiali: nie może, bo kwadratowe koło i kamień tak ciężki, że Pan Bóg nie mógłby go podnieść, są sprzecznościami, a sprzeczność nie może zaistnieć [ nie istnieje w sensie praktycznym ] , gdyż sprzeczność jest niebytem, jest niczym [ nie istnieje ] , a niebytu, nicości nie można stworzyć.”
Podobnie do Parmenidesa, ks. prof. Heller twierdzi, że Niebyt jest niczym( nie istnieje ), że Nicości nie można stworzyć. Dlaczego Niebytu, Nicości nie można stworzyć? Dlatego, że gdyby można było stworzyć Niebyt lub Nicość, to zaistniałyby one wtedy i siłą rzeczy byłyby już jakąś formą Bytu! A Nicość, to przecież Niebyt!
Zgodzę się z ks. prof. Hellerem, że idea kwadratowego koła jest sprzecznością i dlatego nawet ja nieoczekiwałbym w tej kwestii od wszechmogącego Boga-stworzyciela cudów. Ale czy nie jest również sprzecznością tworzenie czegoś z niczego? Z pustego nawet Salomon nie był w stanie nalać. Czyżby dla wszechmogącego Boga-stworzyciela tylko niektóre sprzeczności były możliwe?
Druga kwestia nie wydaje się już być w tak oczywisty sposób sprzecznością. Czy wszechmogący osobowy Bóg-stworzyciel może stworzyć ciężki kamień? Chyba tak. Czy wszechmogący osobowy Bóg-stworzyciel może podnieść ciężki kamień? Chyba tak. Czy wszechmogący osobowy Bóg-stworzyciel może stworzyć kamień tak ciężki, że nie mógłby go podnieść? Jeżeli nie mógłby go podnieść, to nie byłby wszechmogący. Jeżeli nie mógłby go stworzyć, to nie byłby wszechmogący. Sprytne! Moim zdaniem paradoks ten wskazuje tylko na wewnętrzne sprzeczności w samej idei atrybutu osobowej “wszechmocności”.
Buddyzm nie kończy się na logice i filozofii. Mistyczne doświadczenie Najwyższej Prawdy wykracza daleko poza ograniczenia “suchej” logiki i filozofii, co nie oznacza, że dogmatyczny brak logiki to jedyna prawdziwa droga do mistycznego doświadczenia Najwyższej Prawdy.
Tak, w skrócie, buddyzm uzasadnia swoją kosmologię i brak konieczności wprowadzenia pojęcia zasady twórczej( np.: wszechmogącego osobowego Boga-stworzyciela ), która stworzyłaby wszystko, sama nie będąc stworzoną przez nic. Buddyzm zdecydowanie odrzuca ideę Boga-stworzyciela, jako całkowicie niepotrzebną oraz zupełnie nielogiczną. Generalnie, idea Wszechświata w buddyzmie jest kompatybilna zarówno z kwantowym modelem niestworzonego, wiecznego Wszechświata Stephena Hawking’a, jak i z każdym innym modelem Wszechświata nieograniczonego w czasie. Model wiecznego Wszechświata nieograniczonego w czasie nie implikuje, że taki Wszechświat musiałby być koniecznie Wszechświatem statycznym( model stacjonarny ). Wszechświat wieczny, nieograniczony w czasie, należy rozumieć w sensie modelu cyklicznego, zawierającego w sobie nieskończony szereg Wielkich Wybuchów.
http://www.geocities.com/gelug_polska/text/tradycja_gelug.html#paragraf_parmenides
.
Odpowiedź znajdziesz tutaj
[...] odpowiedź dla mnicha buddyjskiego “mnich buddyjski Lhundrub Dzinpa” – napisał w komentarzach do postu “dlaczego istnieje raczej coś niż nic?“: [...]
odpowiedź dla mnicha buddyjskiego « FILOZOFIA powiedział kwiecień 28, 2009 @ 7:09 pm |
A tak w ogóle mnichu buddyjski, to bardzo mało przekonywająca i bardzo naciągana jest ta twoja domorosła filozofia
. Podejrzewam, że problemy o których piszesz nie są ci dogłębnie znane. Polizałeś co nieco po naskórku i ot tak sobie coś tam piszesz, pretendując do znajomości tematu, ale tak naprawdę tylko udajesz że znasz Parmenidesa. Poczytaj może tylko podręcznik historii filozofii Tatarkiewicza (tom I) i sam zobaczysz, że to co piszesz kupy się nie trzyma …. Nie obrażaj się, ale to trochę tak, jak ja bym chciał dyskutować z profesjonalistą o buddyzmie Zen, po przeczytaniu kilku Świerszczyków
.
nie masz zadnych filozoficznych kontr-argumentow, przegrales debate, wiec wszystko co ci zostalo, to ataki osobiste.
smutne.
.
Czy to, że nie chcę dyskutować z niedorzecznościami sprawia, że od razu atakujesz mnie w stylu:
“przegrales debate, wiec wszystko co ci zostalo, to ataki osobiste”
Ja Cię osobiście nia atakuję, ale naprawdę proszę poczytaj coś z filozofii Parmenidesa i sam odkryjesz, że to co piszesz nie może być zaakceptowane, bo parmenidesowy monizm wyklucza np. całkowicie jakąkolwiek zmianę i dlatego nie jest filozofią realistyczną, na której można oprzeć jakąkolwiek dyskusję o naszej rzeczywistości.
Co do modeli cyklicznych to w latach 80-tych zrobiłem z tego doktorat więc … dziękuję za bardzo “pouczające” uwagi
A co do św. Mikołaja to … on naprawdę istniał i naprawdę był dobry. Wystarczy zajrzeć tutaj: http://angelus.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=6261&Itemid=807 . Ale to już nie ma znaczenia, bo nie o św. Mikołaju dyskutujemy. No ale to nie ja przyjałem tę konwencję, że w dyskusję o metafizyce wtrącam złośliwe uwagi nie mające z tym nic wspólnego … Proszę więc mi nie zarzucać, że przegrałem dyskusję, która od początku uczciwa nie jest ….
http://www.youtube.com/watch?v=nFjwXe-pXvM
W swojej książce „Krótka historia czasu”, prof. Stephen Hawking pisze, iż w klasycznej teorii grawitacji możliwe są tylko dwa warianty zachowania się Wszechświata: albo istniał wiecznie, albo rozpoczął się w pewnej chwili przeszłości, podczas gdy w teorii kwantowej pojawia się trzecia możliwość:
„Problemem pochodzenia i losu Wszechświata zainteresowałem się w 1981 roku, gdy uczestniczyłem w konferencji na temat kosmologii, zorganizowanej przez jezuitów w Watykanie. Kościół katolicki popełnił ogromny błąd w sprawie Galileusza, gdy ogłosił kanoniczną odpowiedź na pytanie naukowe, deklarując, iż Słońce obraca się wokół Ziemi. Tym razem, kilka wieków później, Kościół zdecydował się zaprosić grupę ekspertów i zasięgnąć ich rady w sprawach kosmologicznych. Pod koniec konferencji Papież przyjął jej uczestników na specjalnej audiencji. Papież powiedział nam, że swobodne badanie ewolucji Wszechświata po Wielkim Wybuchu nie budzi żadnych zastrzeżeń, lecz od zgłębiania samego Wielkiego Wybuchu należy się powstrzymać, gdyż chodzi tu o akt Stworzenia, a tym samym akt Boży. Byłem wtedy bardzo zadowolony, iż nie znał on tematu mego wystąpienia na konferencji – mówiłem bowiem o możliwości istnienia czasoprzestrzeni skończonej, lecz pozbawionej brzegów, czyli nie mającej żadnego początku i miejsca na akt Stworzenia. Nie miałem najmniejszej ochoty na to, by podzielić los Galileusza, z którego postacią łączy mnie silna więź – uczucie swoistej identyfikacji, częściowo z racji przypadku, który sprawił, iż urodziłem się dokładnie 300 lat po jego śmierci! [...] W klasycznej teorii grawitacji, opartej na rzeczywistej czasoprzestrzeni, możliwe są tylko dwa warianty zachowania się Wszechświata: albo istniał wiecznie, albo rozpoczął się od osobliwości w pewnej określonej chwili w przeszłości. W teorii kwantowej pojawia się trzecia możliwość. Ponieważ używamy czasoprzestrzeni euklidesowych, w których czas jest traktowany tak samo, jak przestrzeń, czasoprzestrzeń może mieć skończoną rozciągłość i równocześnie nie mieć żadnych osobliwości stanowiących granice lub brzeg. Czasoprzestrzeń może przypominać powierzchnię kuli w czterech wymiarach. Powierzchnia kuli ma skończoną rozciągłość, a jednak nie ma granic ani brzegów! W kwantowej teorii otwiera się nowa możliwość: czasoprzestrzeń może nie mieć żadnych brzegów, a więc nie ma potrzeby, by określać zachowanie Wszechświata na brzegu. Nie ma żadnych osobliwości, w których załamują się prawa nauki, ani żadnych brzegów czasoprzestrzeni wymagających odwołania się do pomocy Boga lub do jakiegoś zbioru nowych praw wyznaczających warunki brzegowe dla czasoprzestrzeni. Taki Wszechświat byłby całkowicie samowystarczalny i nic z zewnątrz nie mogłoby nań wpływać. Nie mógłby być ani stworzony, ani zniszczony. Mógłby tylko być. [...] Zatem istnienie wszystkich skomplikowanych struktur, jakie widzimy we Wszechświecie, może być wyjaśnione przez brak granic i warunków brzegowych czasoprzestrzeni oraz zasadę nieoznaczoności mechaniki kwantowej. Tak długo, jak Wszechświat ma początek, można przypuszczać, że istnieje jego Stwórca. Ale jeżeli Wszechświat jest naprawdę samowystarczalny, nie ma żadnych granic ani brzegów, to nie ma też początku ani końca, i po prostu istnieje! Gdzież jest wtedy miejsce dla Boga-stworzyciela? ”
http://www.geocities.com/lhundrub.dzinpa/teksty/tradycja_gelug.html#paragraf_cos_niz_nic
.
Zapraszam naprawdę do zapoznania się z:
teorematami Gödla i ich znaczeniem dla niemożliwości stworzenia TOE na poscie:
http://filozofia.wordpress.com/2008/09/10/znaczenie-twierdzen-godla-dla-niemozliwosci-stworzenia-toe/
A wspomnianą książkę czytałem już w 1988. Dzisiaj to już “staroć” i sam Hawking przyznaje, że to były tylko pobożne życzenia
. Muszę znaleźć stronę gdzie to pisze …
od tego czasu Stephen Hawking nawrocil sie na katolicyzm
i slepo wierzy w Boga-stworzyciela, a to wszystko z powodu
twierdzenia Kurta Godel’a. Jak trwoga( niekompletnosci )
to do Boga!!!
.
A Biblie czytałem już w 1968. Dzisiaj to już “staroć” i sam Lucyfer przyznaje, że to były tylko pobożne życzenia!
Stephen Hawking was originally a believer in the Theory of Everything but, after considering Gödel’s Theorem, concluded that one was not obtainable.
“ Some people will be very disappointed if there is not an ultimate theory, that can be formulated as a finite number of principles. I used to belong to that camp, but I have changed my mind. ”
O znalazłem na adresie:
http://www.hawking.org.uk/index.php/lectures/publiclectures/91
Naprawdę warto poczytać, bo w tym wykładzie mówi jednak coś zdecydowanie różnego do tego co zacytowałeś .
dziekuje. wyklad przeczytalem. nie ma zwiazku, bo dotyczy zupelnie innego aspektu tych spraw.
.
Oto jest pytanie. Kto/co stworzyło Wszechświat? Czy był to Wielki Wybuch, czy raczej Bóg-stworzyciel? A może to właśnie Bóg-stworzyciel spowodował Wielki Wybuch?
A może Wielkiego Wybuchu nigdy nie było? Tak twierdzi m.in. grupa naukowców z Focus Fusion Society, co udokumentował jeden z jej członków, Eric J. Lerner, w swojej książce zatytułowanej „Wielki Wybuch nigdy się nie wydarzył”.
Mogło się wydawać, że koronnym obserwacyjnym dowodem rozszerzania się Wszechświata( ucieczki galaktyk ) po Wielkim Wybuchu jest tzw. przesunięcie ku czerwieni. Jednak sam Edwin Hubble, odkrywca przesunięcia ku czerwieni, nie wykluczał takiej możliwości, że obserwowane przesunięcie ku czerwieni może być rezultatem czegoś innego niż Wielkiego Wybuchu. Na przykład profesor Stanisław Bellert (1924-1976) wysunął hipotezę, że przesunięcie ku czerwieni jest wynikiem pewnych właściwości samej przestrzeni, nie zaś efektem ucieczki galaktyk. Na sympozjum Międzynarodowej Unii Astronomicznej w Paryżu w 1976 roku grupa wybitnych kosmologów przedstawiła 21 argumentów przeciwko interpretowaniu przesunięcia ku czerwieni jako dowodu na zaistnienie Wielkiego Wybuchu. Laureat nagrody Nobla z Fizyki z roku 1970, profesor Hannes Alfven, nie wahał się publicznie twierdzić, że „hipoteza Wielkiego Wybuchu jest tylko wspaniałym mitem”.
Hipoteza Wielkiego Wybuchu budziła kontrowersje od momentu swojego powstania. W niekończącym się procesie prób jej empirycznej weryfikacji paradoksalnie pojawiło się więcej nowych problemów niż tych, które udało się rozwiązać. Hipoteza Wielkiego Wybuchu przeżywa obecnie swój największy kryzys. Ostatnio, z powodu niespodziewanej konieczności postulowania istnienia czysto hipotetycznej ciemnej energii i ciemnej materii, hipoteza Wielkiego Wybuchu ma poważne kłopoty. W 2004 roku grupa światowej sławy naukowców i niezależnych badaczy wystosowała List Otwarty na łamach prestiżowego czasopisma „New Scientist” w sprawie zasadniczej rewizji hipotezy Wielkiego Wybuchu, apelując o rozpoczęcie badań empirycznych nad alternatywnymi teoriami kosmogenezy. List Otwarty – CosmologyStatement.org – został do tej pory podpisany przez około 500 naukowców i badaczy z całego świata, w tym przez polskiego astronoma profesora Konrada Rudnickiego. Liczba ta wciąż rośnie.
http://CosmologyStatement.org/
.
Tak jak to, co Ty piszesz nie ma absolutnie związku z problemem istnienia Bytu Absolutnego, o co mi chodziło w moim pierwotnym poście.
Dlatego serdecznie dziękuję za dyskusję, ale od początku jest ona chybiona … Pozdrowionka
dla wszystkich szanownych dyskutantów
a mnie sie wydaje, ze jednak ma. bo skoro wielkiego wybuchuchu jednak nie bylo, na co wskazuja powazne watpliwosci przedstawione przez tych 500 naukowcow, a wszechswiat istnieje, to wynika z tego, ze istnial zawsze jako niestworzony, a zatem nie mogl byc stworzony przez Byt Absolutny. to oczywiste, ale ty starasz sie to wszystko zignorowac i zanegowac z powodu swojej slepej wiary w cos, co nigdy nie istnialo.
zadne argumenty do ciebie nie przemawiaja. Jedyne, co do ciebie przemawia, to TWOJA swieta ksiega – Biblia. Każda religia, w przeszłości i obecnie, ma swoje święte księgi. Każda religia głęboko wierzy, iż jej nadprzyrodzone objawienia są najbardziej aktualne lub ostateczne. Czy któraś z tych wszystkich świętych ksiąg jest może bardziej święta niż inne? Jak mamy to odróżnić, która księga jest obiektywnie święta, a która nie? Co miałoby o tym decydować? A może wszystkie one są równie święte dlatego, że żadna z nich nie dysponuje argumentami wystarczająco przekonującymi dla wszystkich pozostałych? Jeżeli nie wymagamy ani logiki, ani żadnych racjonalnych dowodów od naszej religii, to elementarna uczciwość nakazuje nam, abyśmy również nie wymagali niczego od pozostałych. Jeżeli ślepo wierzymy w dogmaty jednej religii, to logicznie nic nie powinno nam przeszkadzać, by również ślepo wierzyć w prawdziwość wszystkich innych religii.
Doktryny religijne zawarte w świętych księgach najczęściej nawzajem się wykluczają, co niestety nie pozwala nam, aby uznać je wszystkie za równie prawdziwe. Zatem ślepa wiara w te czy owe dogmaty w ostatecznym rozrachunku może okazać się niczym więcej, jak tylko kwestią gustu, wyrazem kulturowo-religijnego konformizmu, lub decyzją podjętą za nas przez naszych rodziców. Ślepa wiara może łatwo prowadzić w kierunku eskalacji wszelkiego rodzaju form absolutyzmu, fundamentalizmu i fanatyzmu religijnego, a to z kolei prowadzi do ujawniania się głęboko zakorzenionych tendencji do wszelkiego rodzaju mniej lub bardziej subtelnych świętych wojen.
http://sharma-upt.com/2006PhysicsNobel.aspx
http://www.newtonphysics.on.ca/UNIVERSE/Universe.html
Za czasów Kopernika 1 000 naukowców udowadniało, że Ziemi jest centrum Wszechświata I CO ?? Argument z ilości naukowców za lub przeciw jakiejś teorii jest więc argumentem chybionym.
Ponadto dyskusja krytyka poglądów religijnych jest tak samo idiotyczna jak próba obalania tez naukowych z punktu widzenia religii.
Teorie naukowe są zmienne i podlegają fluktuacjom w miarę rozwoju naszych możliwości badawczych. Dogmaty religijne nie mają takiego samego statusu i są dyskutowalne na innej płaszczyźnie niż teorie naukowe.
W Twoim poście mamy więc pomieszanie z poplątaniem. Tak jak teoria ewolucjonizmu ewolucjonizmu nie ma nic wspólnego z dogmatem o stworzeniu świata przez Byt Absolutny, tak teoria Wielkiego Wybuchu czy jego braku nie ma nic wspólnego z dogmatami religijnymi. Czy naprawdę nie widzisz niezborności swojej argumentacji ?
DLACZEGO ISTNIEJE RACZEJ BÓG NIŻ NIC?
http://www.geocities.com/gelug_polska/text/tradycja_gelug.html#paragraf_kosmologia
.
A dlaczego jesteś taki agresywny? Czyżby przeszkadzało ci to, że kilku ludzi (aktualnie ponad 4 miliardy) wraz z księdzem prof. Hellerem wierzymy w Boga Stworzyciela?
A Ty? Dlaczego jesteś taki agresywny, ze przypisujesz innym najgorsze?
Widzisz źdźbło w oku blizniego. Nie masz monopolu na Prawde. Jedynie Wszechswiat jest Bytem Koniecznym, bo istnieje. Reszta nie jest konieczna. Czyżby przeszkadzało ci to, że kilku ludzi nie wierzy w rzekomego Boga Stworzyciela Jahwe ze Starego Testamentu? Widocznie mamy powody. Bóg-stworzyciel nie jest konieczny do tego, aby istniał ontologiczny Byt, lub Wszechświat, bo nie istnieje taka potrzeba, aby najpierw pokonać Niebyt w akcie Genezis Ex Nihilo i w ten sposób utorować drogę dla zaistnienia Bytu. Przecież nie ma potrzeby pokonywać Niebytu, który nie istnieje! Przecież nie ma potrzeby stwarzać Bytu, który zawsze istniał! Prawda jest taka, że Boga-stworzyciela nie ma i nigdy nie było. Prawda jest taka, że Ziemia nie jest płaska i nie znajduje się w centrum Wszechświata. Prawdę można ignorować, ale nie można jej spalić na stosie. Warto w tym miejscu przypomnieć, że każda religia, w przeszłości i obecnie, ma swoje święte księgi. Każda religia głęboko wierzy, iż jej nadprzyrodzone objawienia http://pl.wikipedia.org/wiki/Cud_mleka
są najbardziej aktualne lub ostateczne. Czy któraś z tych wszystkich świętych ksiąg jest może bardziej święta niż inne? Jak mamy to odróżnić, która księga jest obiektywnie święta, a która nie? Co miałoby o tym decydować? A może wszystkie one są równie święte dlatego, że żadna z nich nie dysponuje argumentami wystarczająco przekonującymi dla wszystkich pozostałych? Jeżeli nie wymagamy ani logiki, ani żadnych racjonalnych dowodów od naszej religii, to elementarna uczciwość nakazuje nam, abyśmy również nie wymagali niczego od pozostałych. Jeżeli ślepo wierzymy w dogmaty jednej religii, to logicznie nic nie powinno nam przeszkadzać, by również ślepo wierzyć w prawdziwość wszystkich innych religii.
Doktryny religijne zawarte w świętych księgach najczęściej nawzajem się wykluczają, co niestety nie pozwala nam, aby uznać je wszystkie za równie prawdziwe. Zatem ślepa wiara w te czy owe dogmaty w ostatecznym rozrachunku może okazać się niczym więcej, jak tylko kwestią gustu, wyrazem kulturowo-religijnego konformizmu, lub decyzją podjętą za nas przez naszych rodziców. Ślepa wiara może łatwo prowadzić w kierunku eskalacji wszelkiego rodzaju form absolutyzmu, fundamentalizmu i fanatyzmu religijnego, a to z kolei prowadzi do ujawniania się głęboko zakorzenionych tendencji do wszelkiego rodzaju mniej lub bardziej subtelnych świętych wojen.
“Ślepa wiara może łatwo prowadzić w kierunku eskalacji wszelkiego rodzaju form absolutyzmu, fundamentalizmu i fanatyzmu religijnego, a to z kolei prowadzi do ujawniania się głęboko zakorzenionych tendencji do wszelkiego rodzaju mniej lub bardziej subtelnych świętych wojen.”
Tak samo jak i ślepa niewiara czyli ateizm, który w imię “wyzwalania człowieka od zabobonów” wymordował miliony wierzących
Czy wiesz, że mamy więcej dowodów na historyczność postaci Chrystusa niż Napoleona?
Dlaczego istnieje raczej Coś niż nic? Tak zazwyczaj formułowane jest pytanie, które zadawałem sobie od zawsze, choć nie zawsze wiedziałem jak ubrać je w słowa. Nadal pytanie to wydaje się nie mieć odpowiedzi. Można je zadać jedynie z punktu widzenia istnienia, więc nasuwa się prosta myśl, że jest ono błędem logicznym. Możemy stwierdzić, że “nicości” nie ma, że pojęcie to jest wewnętrznie niespójne i nie można o nim nawet pomyśleć. O wiele trudniej jest jednak wywnioskować, że tak samo jak niebytu nie ma, tak też i musi istnieć Byt. W tym momencie zastanawia mnie najbardziej skąd bierze się nasza niepewność konieczności istnienia? Wydaje mi się, że wynika ona ze “zła” rozumianego jako zwracanie się w stronę nicości, czyli błędnego poszukiwania odpowiedzi. Pytanie o powód istnienia jest zdeterminowaną czasowo, pośrednią próbą wyobrażenia sobie, czyli uchwycenia nicości. Nie zdajemy sobie sprawy z prostoty koniecznego trwania, ponieważ nie wiemy jak bardzo idea nieistnienia jest niezbędna do funkcjonowania rozumu i postrzegania materii. Niepewność bytowania jest ceną, jaką płacimy za naszą wolną wolę. Możliwość wyboru między Dobrem (Prawdą) a fikcyjnym z jego punktu widzenia złem (fałszem), która daje nam sposobność odkrywania siebie poprzez dokonywanie wyborów w czasie i przestrzeni. Niepewność jest zatem fundamentem naszej dualistycznej rzeczywistości materialnej. Aby zlikwidować niepewność trzeba by wyeliminować zło. To natomiast sprawiłoby, że czas i przestrzeń przestałyby być potrzebne do eksploatowania wolnej woli. Ostateczna akceptacja Dobra byłaby więc bezczasową i bezprzestrzenną pewnością konieczności istnienia. Dlatego właśnie niemożliwa jest odpowiedź na pytanie, dlaczego istnieje raczej Coś niż nic i pozostaje nam przede wszystkim “wiara” w Absolut, czyli nieustanne poszukiwanie Dobra.
mozecie to tak w skrócie napisac????????????????????????????????????????????????????
W skrócie mówisz …. ?
No to najkrócej chyba by należało napisać:
Skoro Ty istniejesz, to jedynym sensownym wytłumaczeniem (czy usprawiedliwieniem) Twojego istnienia jest istnienie Bytu Koniecznego czyli Boga. Jeśli bowiem Byt Konieczny czyli Bóg nie istnieje to dlaczego istnieje cokolwiek?
Istnieje coś? – Tak, zgadzam się. Nawet jeśli istnieje tylko moja jaźń.
Jest też czas, jakaś zmienność. Coś papla się w czasie.
Teraz:
albo coś istniało zawsze, albo nie.
Znowu się trzeba zgodzić.
Jeśli istniało zawsze – to dlaczego? Tak samo z siebie? Hmmm…
A jeśli nie istniało zawsze, to kiedy, w jaki sposób i dlaczego zaczęło istnieć?
W obu przypadkach pozostaje pytanie dlaczego coś jest. Czy jest alternatywa dla Stworzyciela? Kto stworzył Stworzyciela? Nikt? Ja jestem, który jestem. Czy to już starożytni żydzi wygenerowali ideę Pierwszego Bytu Koniecznego, którą to ideą zaszpachlowali swoje naukowe niedostatki w odpowiedzi dlaczego istnieje coś?
A może Bóg sam się tak objawił ze swojej absolutnej transcendencji wobec świata…
Pytanie “dlaczego” pozostaje.
Myślę sobie, że prędzej możnaby wykazać niemożliwość istnienia samego z siebie, niż podać Teorię wyjaśniającą istnienie nieoparte na tym Pierwszym Bycie, który zawsze był i mógł świat wystawić, który jest, który jest
Ale udowodnić – ani wiary – nie dacie rady, ani niewiary, bo czy byłoby wtedy potrzebne Objawienie? Jednak, bądźcie zawsze gotowi, aby uzasadnić tę nadzieje, która w Was jest! Brońcie swojej nadzieji rozumem!
św. Augustyn powiedział “Fides querens intellectum”. A Bóg po to dał nam rozum, aby go używać. Wiara nigdy nie przeczy rozumowi, ani rozum wierze, bo z tego samego źródła pochodzą …
UPDATE
Jaka jest nauka Kościoła o poznawalności Boga przez ludzki rozum? Rz 1,20
Według nauki Soboru Watykańskiego Pierwszego i Drugiego rozum ludzki potrafi poznać Boga: “Święta Matka Kościół utrzymuje i naucza, że naturalnym światłem rozumu ludzkiego można z rzeczy stworzonych w sposób pewny poznać Boga, początek i cel wszystkich rzeczy” (Sobór Watykański I: DS 3004; por. 3026; Sobór Watykański II, konst. Dei verbum, 6). Bez tej zdolności człowiek nie mógłby przyjąć Objawienia Bożego. Człowiek posiada tę zdolność, ponieważ jest stworzony “na obraz Boży” (Por. Rdz 1, 27; KKK 36)
Kościół naucza tego samego, co św. Paweł, który wyjaśnia, że niewidzialny Bóg może być poznany ze stworzeń: “Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty – wiekuista Jego potęga oraz bóstwo – stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła” (Rz 1,20).
W swoim poznawaniu Boga człowiek może jednak doznawać wielu trudności, dlatego konieczna jest mu pomoc Bożego Objawienia nawet w odniesieniu do tych prawd, które mógłby poznać samym swoim rozumem. „Z tego powodu człowiek potrzebuje światła Objawienia Bożego nie tylko wtedy, gdy chodzi o to, co przekracza możliwości jego zrozumienia, lecz także, “by nawet prawdy religijne i moralne, które same przez się nie są niedostępne rozumowi, w obecnym stanie rodzaju ludzkiego mogły być poznane przez wszystkich w sposób łatwy, z zupełną pewnością i bez domieszki błędu” (Pius XII, enc. Humani generis: DS 3876; por. Sobór Watykański I: DS 3005; Sobór Watykański II, konst. Dei verbum, 6; św. Tomasz z Akwinu, Summa theologiae, I, 1, 1; KKK 38)
DLACZEGO ISTNIEJE RACZEJ COŚ NIŻ NIC?
Dlaczego istnieje raczej coś niż nic? To słynne pytanie postawił Gottfried Wilhelm Leibniz w swojej rozprawie „On the Ultimate Origination of Things”. Na słynne pytanie Leibniz’a często powołuje się ks. prof. Michał Heller, laureat prestiżowej nagrody Templetona, przyznawanej corocznie za działania związane z pokonywaniem barier pomiędzy nauką i religią.
Oto odpowiedź na to doniosłe pytanie :
http://www.lhundrub.jinpa.tripod.com/teksty/dlaczegocosniznic.html
.